Kasandra Drzyzga była jednak osobą, która już zdążyła się napatrzeć na te wszystkie uroki. Dla niej był to dom. Zastępczy, bo prawdziwy nadal był w stolicy Dolnego Śląska, ale dom. Codzienna rutyna już jej nie przeszkadzała tak jak trzy lata temu, więc z uśmiechem podziękowała Drew za kawę i bajgla i udała się w stronę swojej kancelarii. Codzienny spacer do pracy pozwalał jej przygotować się psychicznie do całego dnia w sądzie lub biurze i omawianiu coraz to nowych spraw, które do nich napływały. Pomimo sporej konkurencji na rynku Confident była jedną z najlepszych kancelarii prawnych w Europie, a ona i Mikołaj zadbali o to by miała dobrą renomę.
Wyrzuciła serwetkę do kosza i przebiegła przez ulicę na drugą stronę. Minęła plan zdjęciowy, który był tutaj od dobrych dwóch tygodni i stanęła na przejściu. Zerknęła na zegarek na lewym nadgarstku i z zadowoleniem zauważyła, że ma jeszcze czterdzieści minut przed rozpoczęciem pracy. Zdąży zajść jeszcze do Connely's Bakery po kilka rogalików z nadzieniem kiwi dla Mikołaja.
Płaciła właśnie za słodkości kiedy rozbrzmiał dzwonek jej telefonu. Otworzyła torebkę i w duchu przeklęła za głupi gen kobiety by nosić w torebce wszystkie przydatne rzeczy. Kiedy go wreszcie znalazła szybko odebrała nawet nie patrząc na wyświetlacz.
- Kasandra Drzyzga. W czym mogę pomóc? - Zapytała swoim zawodowym, lekko oschłym tonem.
- Ty mi zapewne w niczym, ale komuś kogo znam w bardzo ważnej sprawie. - Wesoły ton jej chrzestnego wywołał na jej twarzy uśmiech.
- Cześć wujku. Jak mogę Ci pomóc?
Ciche westchnięcie po drugiej stronie nieco ją zaniepokoiło. Dobrze wiedziała jak bardzo jej wujek jest zajęty w Resovii i nie często ma czas by do niej dzwonić, a jeśli już dzwoni to ona często nie może odebrać.
- Więc? - zapytała, rozglądając się na boki. Szybko przeszła na chodnik i ruszyła w stronę wysokiego szklanego budynku, gdzie mieściła się jej kancelaria.
- Mam dla ciebie pewną sprawę. Nie jest trudna, ale niestety sąd cały czas wydaje wyrok, który niekoniecznie nam pasuje.
Otworzyła szklane drzwi i uniosła jedną z brwi na dźwięk tych słów. Wiedziała, że Polski wymiar sprawiedliwości niekoniecznie dąży do ustalenia prawdy i podjęcia słusznej decyzji, a prawnicy wcale nie próbują wygrać spraw. Westchnęła cicho i kiwnęła głową na przywitanie siedzącej za kontuarem Ashley. Blondynka podała jej trzy koperty.
- Więc w czym ja mam pomóc?
- Kobieta, która jest powódką pochodzi z Wielkiej Brytanii, z Doncaster. Sprawa została skierowana do sądu w Londynie, ale adwokat mojego... em... oskarżonego wycofał się, mówiąc, że dalsze prowadzenie sprawy nie ma sensu.
Schowała się w windzie i szybko wcisnęła przycisk z ostatnim piętrem. Oparła się o metalową ścianę i zmrużyła lekko oczy.
- Intrygujące. Ciekawe jakim cudem udało mu się zdać prawo skoro odmawia pomocy i sprawy. - Mruknęła z dezaprobatą. Chyba nic jej nie zdziwi.
- Podobno sprawa nie jest taka trudna. Kobieta pozwała syna mojego dobrego znajomego o to, że użył jej danych personalnych, jej opisu, zachowania i nawyków w swojej książce i oskarża go o zniesławienie.
Zniesławienie? Przecież to typowy i łatwy proces, więc dlaczego ciągnie się tak długo. Przełożyła tekturowe pudełko do drugiej dłoni i włączyła słuchawkę Bluetooth. Zagryzła policzek od wewnątrz i ściągnęła brwi odrobinę w dół. Coś jej w tej sprawie nie pasowało. Nawet jeśli oskarżony faktycznie użył danych personalnych w swojej książce to powinien zaznaczyć, że jest to zbieg okoliczności. Chyba, że zna oskarżoną, wtedy sprawa będzie miała inny, znacznie cięższy przebieg.
- No dobrze. Możesz go do mnie przysłać z aktami poprzednich rozpraw? Postaram się coś zdziałać, ale coś mi w tej sprawie nie pasuje i od razu Ci to mówię. - Powiedziała wychodząc z windy.
Mikołaj pojawił się przy jej boku niemalże od razu i już miał coś mówić, kiedy zauważył słuchawkę w uchu. Kasandra pokazała mu, że za pięć minut ma być w jej biurze i przekazała mu pudełko. Uśmiechnął się lekko i oddalił się w przeciwną stronę, szybko całując ją w policzek. Pokręciła lekko głową i ruszyła do swojego biura.
- Powiem, że ma przyjść. O której?
- Koło dwunastej. Mamy wtedy tak zwaną pustą godzinę. Nie mamy żadnych spotkań, jedynie rozprawy, ja dzisiaj jestem wolna, więc niech przyjdzie. - Zapisała sobie wszystko na kartce i odłożyła torebkę na komodę za biurkiem. - Przekażę Ashley, że ma go wpuścić, niech tylko jej powie w jakiej sprawie przyszedł.
- Dzięki kwiatuszku. Jesteś cudowna.
- Mhm... Bo uwierzę. Tobiasz ma być w Rzeszowie za trzy dni, przekażę mu żeby podrzucił Ci trochę ręcznie robionych krówek jagodowych.
Wesoły śmiech w słuchawce i nawoływania kilkunastu innych głosów wskazały jej, że najwidoczniej jest właśnie na treningu. Uniosła oczy ku górze i pokręciła lekko głową.
- Przekaż Janowiczowi, że ma jakoś wpłynąć na siostrę, bo mi spać nie daje!
- A co to moja wina Sandra? - Usłyszała głos starszego z rodzeństwa w słuchawce.
- Nie denerwuj mnie. Dobrze wiesz, że ja nie chcę wracać. Przekaż to Oktawii, albo ciocia Wiki dowie się o tym twoim romansie z panną Achrem. - Zagroziła.
- Dobra! Szantażystka. Powiedz Andersonowi, że chcę poznać tę jego pannę, z którą wczoraj go Murray widział.
- A co ja sekretarka? Blond kudły i silikon w cyckach?
Rozłączyła się i ściągnęła żakiet. Włączyła laptopa i porządkowała papiery, kiedy do biura wszedł Mikołaj i usiadł na przeciw niej.
- Więc... Kto postanowił się odezwać z samego rana i wprawić Cię w stan nie uzasadnionej złości, by sprawić, że całe moje życie stanie się jednym wielkim piekłem? - zapytał unosząc brwi do góry. Zabrał z jej biurka metalowy kwadracik z kuleczkami na bokach i zaczął się nim bawić.
- Nie jestem zła. Ale chyba mam nową sprawę. - Westchnęła lekko i odłożyła trzy teczki na bok. - Wujek Bartek dzwonił. Jakiś syn jego znajomego ma problem z zniesławieniem. Podobno napisał w swojej książce o jakiejś kobiecie i najwyraźniej wytoczyła mu proces.
Uniósł głowę i spojrzał na nią zdziwiony, ale ona tego nie zauważyła, zbyt zajęta wpisywaniem danych w komputer. Zacisnął powieki i usta. To nie będzie dobry dzień. Ani tydzień. Oj nie.
- To ja idę do siebie. O której ma tu być? - zapytał wstając.
- Powiedziałam, że mam czas podczas pustej godziny, więc... Za jakieś trzy godziny będzie. - Powiedziała nie podnosząc wzroku z ekranu.
Dwie godziny i czterdzieści pięć minut później siedziała nad sprawą rozwodową młodego małżeństwa. Kobieta pozwała męża o zdeprawowanie ich pieniędzy na narkotyki i zażądała rozwodu.
- Kasandra? Czy miałaś umówione jakieś spotkanie na teraz? - Głos Ashley dochodzący z jej telefonu, wyrwał ją z pracy.
Zdziwiona spojrzała na zegarek. Była za siedem dwunasta. Spotkanie z synem znajomego. No tak.
- Tak. Czy mój klient już jest?
- Tak. Ale... Już go wpuszczam na górę.
Ściągnęła lekko brwi słysząc niepewność i zrezygnowanie w głosie Brytyjki. Dziwne zachowanie ogarnęło dzisiaj całą firmę. Odkąd Mikołaj wyszedł z jej biura wszyscy zachowywali się nerwowo i cały czas spoglądali na swoje zegarki. Ignorowała to, ale nadal obserwowała spokojnie.
- Panno Drzyzga. Dziękuje za czas.
Odwróciła się i mrugnęła zdziwiona. Czuła jak krew zaczyna wrzeć jej w żyłach, a mięśnie się napinają. Czarnowłosa kobieta w białej sukience, czerwonych butach i czarnej marynarce stojąca w jej biurze nie wydawała jej się taka straszna. Gorsza była osoba jej towarzysząca.
- Proszę, proszę. Tylko mi nie mów, że to tyś się władował w bagno z zniesławieniem. - Powiedziała kpiąco, a kiedy szatynka spuściła wzrok nie wytrzymała. - Stoch do cholery! Ile razy Ci powtarzałam nie mieszaj mnie w swoje bagno! Coś ty takiego kretynie na wypisywał w tych swoich badziewiach?!
- Badziewiach?! - ryknął wściekły i szybko przemierzył oddzielający ich dystans. - Uwierz, że gdybym nie chciał to bym za miliony tu nie przyszedł, ale i mój ojciec i wujek Bartek stwierdzili, że niestety ty jesteś jedyną znaną im osobą, która ma kompetencje do wygrania tej cholernej sprawy.
Uśmiechnęła się pobłażliwie i prychnęła. Już powoli zaczynała rozumieć dlaczego dzisiaj jej pracownicy wydawali się podenerwowani. Mikołaj też zachowywał się inaczej... On wiedział.
- Zatłukę tego dezertera... - warknęła cicho, przypominając sobie, że wyszedł pół godziny temu, zapewne woląc uniknąć ich konfrontacji. Westchnęła ze zrezygnowaniem i spojrzała na stojącego naprzeciw niej Stocha.
Zmienił się od czasów kiedy byli w liceum. Jedyne co było niezmienne to niezwykle intensywne oczy w kolorze indygo. Czarne włosy, które kiedyś sięgały ramion, teraz były przystrzyżone. Jego sylwetka też nie była już taka nietęga. Czarny materiał marynarki opinały szerokie ramiona.
- Dobrze. Skoro mam Ci pomóc to umówmy się na jedno. Moje podwórko, moje zasady. Złam zasadę, fora ze dwora. - Syknęła i stanęła za biurkiem. Wskazała obojgu miejsca na fotelach, wcześniej witając się z czarnowłosą, która okazała się narzeczoną mężczyzny. Kasandra powstrzymała się od zgryźliwego komentarza i poprosiła o akta sprawy.
Kiedy je przeglądała, Daniel miał idealną okazję na zauważenie kilku różnic, które w niej zaszły z upływem lat. Nie była już chuchrem, miała kobiecą sylwetkę, może nawet bardziej kobiecą niż siedząca obok niego Joanna. Karmelowe włosy zastąpiły ciemno brązowe loki, na które zawsze narzekała. Jej karnacja nie była już kredowobiała, miała kolor delikatnego brązu. Lazurowe tęczówki były otoczone całą masą długich rzęs.
Była tak inna od reszty swojej rodziny, że często pytano czy jej nazwisko to tylko zbieg okoliczności. Tobiasz, jej bliźniak, był jednak typową kopią obojga rodziców. Ciemne oczy ojca, nos i lekko pociągła twarz po ciotce Sonii. Kasandra była inna.
- No cóż... - Jej głos wyrwał go z zamyślenia. - Sprawa naprawdę nie wygląda na ciężką. Przy dobrym rozegraniu mogę nawet wymusić na niej wypłacenie odszkodowania za procesy i krzywdę moralną. - Podniosła na nich wzrok, tak jakby chciała zapytać czy ma to robić.
- Nie.
- Tak.
Kasandra ściągnęła brwi słysząc dwie różne odpowiedzi. Stoch najwidoczniej chciał tylko zakończyć sprawę jak najszybciej w odróżnieniu od swojej narzeczonej. Joanna posłała jej przepraszający uśmiech i zaczęła cicho z nim rozmawiać. Nie chcąc się wtrącać, zaczęła znów przeglądać akta.
- Chcemy się tylko pozbyć tej kobiety z życia. - Głęboki i dumny ton, którego używał, sprawił, że spojrzała na niego z podejrzeniem. Kątem oka zerknęła na pannę Mazurek, której policzki pokrył lekki róż. Najwidoczniej nadal obstawała przy swojej decyzji.
- Dobrze. A zatem spotykamy się tutaj jutro o godzinie jedenastej. Muszę omówić z wami całą strategię i przygotować was na przesłuchania.
- Tylko Daniel przyjdzie jutro. Ja wyjeżdżam do Mediolanu na dwa tygodnie. - Spojrzała na Kasandrę ze słabo ukrywaną wyższością i poprawiła czarne fale. Drzyzga uniosła brew, ale uśmiechnęła się tylko i wstała.
- W razie jakichkolwiek pytań tutaj jest moja wizytówka. - Podała mu niewielką kartkę.
- Anderson! Ty hochsztaplerze! - Krzyknęła wściekła kiedy weszła do jego mieszkania.
Zdziwiony krzykami wyszedł z salonu i oparł się o ścianę. Na jego ustach wymalowany był sardoniczny uśmiech.
- I co się cieszysz baranie?! Ugrzęzłam w sprawie ze Stochem. Boże dopomóż! - Usiadła załamana na kanapie i schowała twarz w dłonie. Mikołaj parsknął śmiechem widząc jej rozgoryczoną minę. Usiadł obok i przyciągnął ją do siebie, tak, że prawie na nim leżała.
- Może nie będzie tak źle? - Zapytał naciągając na palce jeden z jej długich loków.
- A wschód zachodem się stanie. Z Kłosem gadałeś czy na mózgi z Żyłą się pozamieniałeś? Janowicz się pytał o jakąś pannę z którą Cię Murray widział. - Odsunęła się od niego i zmrużyła oczy. - Znam?
- Kiedy?
- Wczoraj.
- Wczoraj? Wczoraj byłem na kolacji z Oktawią, więc... - Szybko zasłonił usta, rozumiejąc swój błąd.
Drzyzga otworzyła szerzej oczy, by zaraz uśmiechnąć się na pół twarzy i rzucić na niego z piskiem.
- Dobra spokój dzieciaku.
- Jesteś starszy tylko o godzinę!
- Ale nadal starszy.
~*~
Lubicie? Wiem, że tak... No cóż. Tego na pewno nie porzucę, obiecuję na moje jasnoczerwone Frugo!
Jeśli mam być szczera nie rozumiałam nic z tego prologu. Weszłam w info dla leniwych i teraz jako tako wiem o co w tym chodzi :D Zaintrygowałaś mnie ;) Czytałam twojego bloga o Matthew i Rose? (nie pamiętam dokładnie imienia, ale wiem że opisywałaś ją jako kuzynkę Szampona :D) Już wtedy intrygowałaś mnie swoją twórczością, ale ten prolog wciągnął mnie jeszcze bardziej, niż poprzednie opowiadania (które co prawda zniknęło, ale to już szczegół). Czy jest możliwość, żebyś informowała mnie o nowościach?
OdpowiedzUsuńJeśli tak to proszę o kontakt na takie-same-a-jednak-inne.blogspot.com
Czekam z niecierpliwością na next'a. Życzę weny i pozdrawiam, Diana x
Oh... Dziękuje <3
UsuńAh ty... Idzie się na łatwiznę, co? XD
Co do Matta i Rose to mam zamiar coś niedługo naskrobać. Nie do końca dobrze zaczęłam i nie chciałam tego ciągnąć.
Wpadnę tutaj, jak mnie sesja wypluje.
OdpowiedzUsuń51 yr old Executive Secretary Arri Murphy, hailing from Baie-Comeau enjoys watching movies like Doppelganger and Metal detecting. Took a trip to Fernando de Noronha and Atol das Rocas Reserves and drives a DeVille. porada
OdpowiedzUsuń