sobota, 21 marca 2015

2. Memories I'll always have

Uwaga.... Rozdział może zawierać treść o podtekście seksualnym, śladowym, ale zawsze seksualnym, więc jeśli ktoś nie chce tego czytać to proszę zjechać na dół do znaczka {*}


          Zdziwiona przysunęła się jeszcze bardziej do drewnianej powierzchni ściany. Rozgorączkowane myśli zaczęły buzować w jej głowie, przekrzykując się jedna przez drugą. Nieco zamroczona poczuła jak jej ręce zostają zablokowane nad jej głową. Mocny uścisk na jej nadgarstkach upewnił ją, że sobie tego nie wyobraziła. Niekoniecznie kontrolując swoje odruchy zamknęła oczy i wysunęła biodra do przodu, powodując, że ucisk na nadgarstkach stał się nieco mocniejszy. Niski jęk zadowolenia, który wyrwał się z gardła Daniela sprawił, że zagryzła jego dolną wargę. Chwilę później jej ręce były wolne, ale nie na długo. Uniosła je do góry i złapała mocno za czarne, krótkie włosy, przyciągając go do siebie bliżej. Przyciśnięta do ściany przez jego ciało czuła, że droga powrotna została zamknięta i to na długo.

          Poczuła jak jego dłonie powoli ześlizgują się na jej talię, biodra a następnie pośladki. Jęknęła głośno i czując, że się unosi owinęła nogi wokół jego bioder. Złapała za kołnierzyk białej koszuli i wsunęła pod nią dłonie. Powoli odpinając każdy guziczek zmierzała do końca. Przesunęła usta i zaczęła powoli wyznaczać szlak od jego ust, poprzez szczękę, szyję, aż po klatkę piersiową. Łapiąc ją za włosy, przyciągnął jej usta z powrotem do swoich. Zdziwiona jeszcze bardziej pogłębiła już i tak namiętny pocałunek.

          - Co ty... Ze mną robisz... Cholera... - Złapał za zamek jej krótkiej, skórzanej spódnicy i szarpnął go w dół. Dłonie mu się trzęsły, a pocałunki pozostawiane na jego ciele wcale nie pomagały mu się uspokoić. Szarpnął materiał w dół i podniósł ją do góry, pozostawiając spódnicę na podłodze.

          Czując nagie nogi na skórze brzucha, szybko rozsunął drzwi do drugiego pokoju i zatrzasnął je. Kasandra zeskoczyła na podłogę i popchnęła go na ścianę, szybko łącząc ich usta i rozpinając jego pasek jednocześnie. Zagryzła jego dolną wargę i pociągnęła za kawałek skórzanego materiału. Upuściła go na podłogę i uniosła ramiona, pozwalając na ściągnięcie z siebie koszuli. Nie tracąc czasu Daniel szybko złapał ją w pasie i przyciągnął do siebie, składając na jej szyi coraz to mocniejsze pocałunki. Z cichym warknięciem zsunęła z jego ramion koszulę i przejechała palcem po jego ramionach. Uwidocznione mięśnie sprawiły, że poczuła ucisk w dole brzucha.

          Złapała jego nadgarstek i pociągnęła w stronę ogromnego łoża z baldachimem. W ostatniej chwili Daniel zgarnął z podłogi swój pasek, w myślach układając plan jego użycia. Odrzucił go na bok i złączył swoje usta z jej, układając Kasandrę na ciemnej pościeli. Idąc za jej przykładem położył się, podtrzymując się na dłoniach. Niestety odległość ich dzieląca niekoniecznie jej się spodobała i owijając swoje nogi wokół niego pociągnęła go bliżej, tak że jego ciało nakrywało jej. Kolejny niski dźwięk wydobył się z jego gardła i uznała, że jest to najbardziej seksowny dźwięk jaki do tej pory słyszała.

          Używając całej swojej siły przekręciła ich o sto osiemdziesiąt stopni i teraz to ona miała kontrolę. Pochyliła się nad nim i powoli zaczęła składać pocałunki na jego twarzy, szyi, piersi i idąc coraz to niżej złapała za guzik ciemnych jeansów i zaczęła zsuwać je w dół, aż w końcu wylądowały na podłodze.

{*}

          Uderzyła głową w zagłówek łóżka i jęknęła głośno. Od dobrego tygodnia śniły jej się najróżniejsze scenariusze tego jak mógł potoczyć się tamten wieczór. Ten wydawał jej się najbardziej prawdopodobny. Dlaczego musiała trafić na przeszłość, której nie potrafiła stawić czoła? Karma bywa naprawdę denerwująca.

          Spojrzała na zegarek i odrzuciła kołdrę. Skoro i tak nie może spać to może chociaż przygotować się do dzisiejszej rozprawy. Po wielu namowach i odnowieniu starych kontaktów, udało jej się wreszcie skontaktować z Lukrecją Skalską. Nie bez oporów, ale udało jej się. Co więcej, panna Skalska mieszkała dwie ulice od jej kancelarii. Musiała przyznać przed sobą samą, że rudowłosa miała głowę do prawa. Zawsze odpowiadała wymijająco lub bezstronnie, przez co Kasandra nie miała wielkiego pola do manewrowania.

          Zapięła dwa ostatnie guziki swojej koszuli i spojrzała w lustro. Jej wiecznie nieukładające się włosy były spięte w kok po lewej stronie jej głowy, biała koszula w komplecie ze skórzaną spódnicą i czarnymi szpilkami wyglądała profesjonalnie. 

          Westchnęła i usiadła na swoim łóżku. Kilka lat temu nigdy by się tak nie ubrała. Odmawiała nawet założenia sukienki, a co dopiero spódnicy. Czy naprawdę się aż tak zmieniła, że nie dostrzega różnicy między dobrym i złym? Dzisiaj powinna to zakończyć. Jeśli Skalska chce odszkodowania to ona postara się wygrać sprawę i zakończyć kontakty ze Stochem. 

          - Drzyzga! Drzwi powinno się zamykać, nawet w takiej okolicy. - Oktawia wkroczyła do jej sypialni z szerokim uśmiechem i lekko rozwianymi włosami. Widząc minę niebieskookiej ściągnęła okulary z nosa i odłożyła je wraz z płaszczem i torebką na fotel. Usiadła obok niej i złapała ją za dłonie. - Mała, co jest? Wyglądasz jakbyś miała przeżyć załamanie nerwowe.

          - Bo to chyba prawda. - Westchnęła ponownie i schowała twarz w dłonie. - Pamiętasz co się działo w Łodzi? Zaraz po tym jak powiedziałam, że dostałam się do wąskiej kadry?

          Janowicz ściągnęła brwi i przechyliła lekko głowę, jakby próbowała sobie przypomnieć wydarzenia sprzed dziewięciu lat. Po chwili pokiwała głową i spojrzała z niezrozumieniem na swoją przyjaciółkę. Kasandra westchnęła i zrzuciła szpilki z nóg, lokując się wygodnie na łóżku. Po chwili Oktawia poszła w jej ślady.

          - Nie wiecie o wszystkim co się wtedy stało, tylko o części.



          Uśmiechała się szeroko słysząc pochlebstwa i gratulacje od swojej rodziny i przyjaciół. Miała siedemnaście lat i już dostała się do kadry narodowej i to na tak prestiżowe zawody jak Liga Mistrzyń. Jej ojciec już najwyraźniej zignorował to, że w pokoju znajdywali się nieletni i podawał alkohol wszystkim. 

          Odwróciła się i spojrzała na milczącego Daniela, który jak na razie nie wypowiedział się ani słowem na temat jej szansy. Stał podpierając ścianę z dłońmi w kieszeniach bluzy. Ściągnęła brwi w dół i odłożyła lampkę z szampanem. Kiedy znajdowała się kilkanaście centymetrów przed nim, ten złapał ją za rękę i wyprowadził z salonu.

          Wiedziała dokładnie gdzie ją prowadzi. Zawsze chodzili na strych jej domu, kiedy musieli o czymś porozmawiać. Zdziwiło ją tylko to, że jego oczy były przygaszone. Stały się stalowo-szare, a nie niebieskie. 

          - Daniel? Czy... Powiedziałam coś nie tak? - Położyła mu dłoń na ramieniu i oparła się głową o jego plecy. Westchnął ciężko i odwrócił się w jej stronę, wyciągając ją na długość ramion. - Co się stało? Nie cieszysz się? Myślałam, że to Cię ucieszy. Będąc w kadrze zyskam więcej możliwości, inne kluby się mną zainteresują i...

          - I wyjedziesz, bo klub i siatkówka będą ważniejsze. Wiem. Nie wiedziałem, że to nastąpi tak szybko. Sądziłem, że poczekasz z Ligą Mistrzyń, Mistrzostwami i Orlen Ligą do czasu aż skończysz szkołę. - Uniósł lekko kąciki ust, ale doskonale widziała, że nie jest to uśmiech szczęścia. Był to zrezygnowany, zawiedziony, a przede wszystkim smutny uśmiech.

          - Nasze życie będzie się teraz zmieniać. Nie wpłyniemy na to. Im starsi będziemy, tym więcej decyzji będziemy podejmować. Liczyliśmy się z tym, prawda? - Zapytała choć znała odpowiedź doskonale. Niedługo mieli oboje skończyć pewne okresy w swoim życiu. Ona miała wejść w dorosłość, a on rozpocząć studia na AWF'ie. - Faktycznie nie spodziewałam się, że zmiany nadejdą tak szybko. 

          - Fakt. Są drastyczne i szybkie. - Usiadł na podłodze przed wyjściem na niewielki taras i spojrzał na panoramę miasta, której część było widać z tego punktu. Kasandra uśmiechnęła się lekko i usiadła obok niego, od razu wsuwając się pod jego ramię. Prychnął rozbawiony i objął ją mocniej. - Tylko dlaczego wydaje mi się, że wszystko się zmieni, bo nie będziemy obok siebie?

          - Daniel. - Zaśmiała się cicho i pociągnęła za sznurek jego bluzy. - Czasami myślę, że powinieneś iść na humana, a następnie filozofię. Idź ty romantyku od siedmiu boleści. - Odepchnęła go lekko i zaczęła się śmiać z jego rozbawionej miny.

          - Proszę Cię. Werter to przy mnie amator. - Powiedział poważnie i poprawił sobie włosy aktorskim gestem.



          - Co najgorsze jest to, że...

          - Miał rację. - Bardziej stwierdziła niż zapytała. Kasandra podniosła na nią wzrok i kiwnęła głową. - Co się właściwie później stało? Nikt do końca nie zna historii. Mikołaj milczy, Daniel się rzuca jak o tym słyszy, zresztą ty też. Wujek Fabian, Kamil czy Bartek mówią, że to nie ich sprawa, podobnie ciocie. - Oktawia zagryzła dolną wargę i wzięła głęboki wdech. - Dlaczego prowadzicie tę wojnę? 

          Kasandra prychnęła lekko i zaśmiała się cicho, następnie uniosła głowę i spojrzała na swoje odbicie w lustrzanych drzwiach szafy. Wyciągnęła z włosów spinkę, która utrzymywała jej włosy w miejscu i pozwoliła im opaść na ramiona.

          - Dobre pytanie. Problem w tym, że nie znam odpowiedzi. Chociaż właściwie to znam, ale jestem kłamcą. Boję się tej odpowiedzi. Wiesz dlaczego? - Spojrzała na zaskoczoną Oktawię i kontynuowała. - Bo żadne z nas nie umiało sobie poradzić z odległością, która nas dzieliła, więc wyrobiliśmy sobie mechanizm obronny przed bólem. Nienawiść. Przez pierwsze miesiące trzeciej klasy rozważałam przeniesienie się do Bydgoszczy. Ignaczak wybił mi to z głowy. Powiedział, że rok wytrzymam, a potem mogę poszukać klubu blisko miasta. - Spojrzała za okno, znów przypominając sobie rozmowę z Sebastianem. - I zaczekałam. Ale na Wielkanoc pojechałam do Bydgoszczy. Wiesz co tam zastałam? Sodomę i Gomorę. A wisienką na szczycie była dobijająca się do drzwi kobieta, która - prawdziwie zresztą - uważała mojego narzeczonego za swojego chłopaka. 

          Zacisnęła oczy, chcąc pozbyć się widoku wręcz idealnej szatynki z zielonymi oczami, która była od niej sto razy lepsza. Wzięła wtedy całą winę na siebie, ale nie była aż tak głupia. Opamiętała się po tygodniu i jak każda inna narzeczona, zrobiła awanturę na całą Bydgoszcz. Nie do końca pamiętała szczegóły tamtego spotkania. Wiedziała tylko, że druga oszukana nazywała się Milena i okazała się inteligentną i rozważną kobietą, która dzisiaj prowadziła biuro rachunkowe w centrum Warszawy. Do dzisiaj zresztą utrzymywały kontakt.

          - Chwila. - Oktawia podniosła dłoń, a drugą złapała się za nasadę nosa. - Chcesz mi powiedzieć, że po pierwsze byłaś zaręczona z Danielem, po drugie on Cię zdradził, po trzecie to właściwie... Nie to wszystko. 

          - Tak. Kiedy byłam w drugiej gimnazjum jakoś... Nie wiem jak, ale zaczęliśmy być ze sobą. W liceum było odrobinę łatwiej, bo byliśmy już praktycznie dorośli. Tego wieczora, kiedy dostałam informację o powołaniu, oświadczył mi się. Byliśmy zaręczeni dokładnie rok. I przez ten rok moje życie zmieniło swoje barwy. Tylko jeszcze nie wiem czy nie na gorsze. - Mówiąc to spojrzała w lustro, dokładnie obserwując swoje odbicie.



          Zastukała obcasem w wykafelkowaną podłogę sądu i spojrzała na zegarek na nadgarstku. Stoch spóźniał się już dwanaście minut, a za chwilę ma się pojawić sędzia. Rozejrzała się po korytarzu, na próżno doszukując się jakiegoś śladu jego obecności. Zacisnęła wargi i przejechała językiem po zębach. Zaczynała się denerwować.

          - Przepraszam za spóźnienie. Księgarnia była nieco tłoczna. - Odwróciła się i otworzyła usta chcąc dać mu reprymendę, kiedy słonce odbiło się od czegoś na jego szyi. 

          Zmrużyła oczy i przyjrzała się przedmiotowi na łańcuszku, który szybko schował za koszulę. Podniosła wzrok i spojrzała łagodnie w niebieskie tęczówki, które wpatrywały się w nią z zakłopotaniem. Poczuła zimny dreszcz przechodzący wzdłuż jej kręgosłupa.

          - Dlaczego go zatrzymałeś? Sądziłam, że go wyrzuciłeś, albo, że dałeś go swojej... narzeczonej.

          Subtelny pierścionek z białego złota ze średniej wielkości diamentem na środku, otoczony mniejszymi wisiał na srebrnym łańcuszku. Daniel poczuł jakby dłoń zaciskała mu się na gardle. Przez chwilę nie mógł złapać oddechu. Widząc ją teraz w pełnej okazałości, zastanawiał się co go skłoniło do pozwolenia jej odejść. Wyglądała jak anioł w białej sukience i rozpuszczonych włosach. Zielono-niebieskie oczy patrzyły na niego z łagodnością i czymś znajomym. 

          - To... Sentyment. - Nie mógł dać się zapomnieć. Już raz to zrobił. Teraz ma narzeczoną, a Kasandra Drzyzga to dla niego historia. - Zaczynamy?

          Poczuła się dotknięta jego odpowiedzią. Sentyment. Zatrzymał pierścionek przez sentyment? Przecież to pamiątka po matce jego matki. Miał go dać swojej narzeczonej, więc dlaczego pierścionek wisi na łańcuszku na jego piersi, a nie jest na palcu Joanny Mazurek? 

          - Oczywiście panie Stoch. Następnym razem proszę się nie spóźniać. Rozprawa sądowa to nie konferencja prasowa czy spotkanie z fanami. - Wyrecytowała bezbarwnym tonem i weszła na salę sądową. 

          Daniel westchnął ciężko i pchnął drewniane drzwi, również wchodząc na salę.

          Lukrecja Skalska nie była osobą, którą Daniel zapamiętał. Wiecznie wszystkowiedząca, rudowłosa rzeszowianka siedziała cicho jak mysz pod miotłą. Kiedy tylko powiedział o tym Kasandrze, ta zbagatelizowała sprawę, mówiąc, że każdy ma złe dni. Ale on wiedział, że coś tu się nie zgadza. 

          Przez kolejne pół godziny Daniel został wypytywany przez adwokata Lukrecji i Kasandrę o szczegóły książki i szczegóły związku z Lukrecją. Kiedy tylko skończyli, jego miejsce zajęła Lukrecja. Odpowiadała na każde pytanie drętwo i bez uczuciowo, tak jakby wyuczyła się odpowiedzi. 

          Jakby się wyuczyła... Daniel przyjrzał się dokładnie Lukrecji i otworzył szerzej oczy.

          - Kasandra. - Szarpnął prawniczkę za ramię i wskazał wzrokiem na rudowłosą. - To nie jest Lukrecja.

          Drzyzga uniosła brwi i spojrzała na niego jak na osobę niespełna rozumu.

          - Co ty wygadujesz? Ma dowód osobisty, wygląda jak osoba w danych, sam potwierdziłeś, że to jest Lukrecja Skalska, a teraz chcesz mi powiedzieć, że to nie ona? Skoro nie ona to niby kto? - Warknęła zirytowana.

          - To Ula. Siostra Lukrecji. Bliźniaczka.

          Kasandra zamarła i spojrzała na niego niepewnie. Odwróciła się w stronę Skalskiej i przyjrzała się jej. Faktycznie jej zachowanie wzbudzało podejrzenia, ale...

          - Jeśli to nie jest Lukrecja Skalska to cały proces zostaje oddalony i ona będzie skazana na piętnaście lat za oszustwo sądowe, podszycie się, wyłudzenie i szkody moralne. - Powiedziała pewnie. Spojrzała raz jeszcze na Daniela. - Jesteś pewien, że to nie jest Lukrecja Skalska?

          - Absolutnie. Lukrecję i Ulę różniła tylko jedna rzecz. Blizna na linii lewej brwi. Zakrywała ją, bo nie chciała, żeby ją szpeciła. - Powiedział pewnie. - Jakoś ja nie widzę tej blizny.

          Kasandra westchnęła. Jeśli oskarży Skalska o krzywoprzysięstwo, będzie musiała mieć solidne dowody, a słowa Daniela nimi nie są. Chyba, że udało jej by się namówić "Lukrecję" na badanie waliografem. 

          - Zgłaszam sprzeciw. - Wstała ze swojego miejsca i spojrzała na sędzinę.

          - Na jakiej podstawie panno Drzyzga? - Sędzia Emily Rowen była jedną z najbardziej uczciwych i przyjaznych sędzin w całym Londynie. Kasandra doskonale ją znała. Wraz z nią wsadziła do więzienia już kilkunastu złodziei i morderców oraz pedofilii.

          - Istnieje dowód, iż osoba obecna tutaj nie jest Lukrecją Skalską tylko jej siostrą, Urszulą. Chcę wnieść o ponowne przesłuchanie oskarżonego i powódki wraz z badaniem waliograficznym. Mój klient twierdzi, iż Lukrecja Skalska miała charakterystyczną bliznę wzdłuż linii lewej brwi. Pani jej nie ma. Wiem, że istnieje opcja chirurgicznego usunięcia blizny, ale pani od ponad siedmiu lat nie miała żadnej operacji, więc dlaczego nie ma blizny? - Zapytała z założonymi ramionami. 

          Sędzina odwróciła się w stronę rudowłosej, która miała strach w oczach. Kasandrze nie było nawet potrzebne badanie waliograficzne. Ta kobieta nie była Lukrecją Skalską.



          Mikołaj westchnął po raz ostatni nim zapukał do drzwi. Kiedy zostały one otwarte przez dość wysokiego mężczyznę nie potrafił ukryć zdziwienia. 

          - Mikołaj? Co... Skąd... 

          - Ta... Minęło trochę czasu, co? - Zapytał chcąc ukryć zdziwienie na widok przyjaciela. A raczej zmiany jaka w nim zaszła.

          Kiedy tylko znaleźli się w salonie, Anderson musiał przyznać, że nie dziwił się Danielowi dlaczego kupił ten dom. Piękny, duży i elegancki. Jakoś do tej pory nie umiał tego dopasować do Daniela, ale widząc go ubranego jakby miał zaraz iść na spotkanie byłe pewien, że w Stochu zaszły zmiany, których nie dostrzegł.

          - Więc? 

          - Nie rozumiem. Po tylu latach nagle jesteś. Dlaczego?

          Daniel spojrzał na niego z zastanowieniem. Wiedział jak wiele przyjaźń z Mikołajem znaczyła dla Kasandry. W końcu miała z nim firmę. Tylko pytanie dlaczego Anderson postanowił nagle z nim porozmawiać. 

          - Jeśli chcesz mi grozić, bym zostawił Kasandrę w spokoju i raz na zawsze zniknął z jej życia...

          - To co? Miałeś to zrobić osiem lat temu. Nie zrobiłeś. Pojawiłeś się nagle i wydaje mi się, że już wyrządziłeś jakieś szkody. - Spojrzał na niego ostro i oparł się o fotel. - Byłeś w Londynie przez ostatnie cztery lata, a jakoś nie paliło Ci się do rozmowy z nią. Do wyjaśnienia.

          - Wyjaśnienia? - Daniel parsknął i uśmiechnął się sardonicznie. - Ona sama wszystko sobie wyjaśniła. Z pomocą rodziców i Lewandowskiego.

          Mikołaj uniósł brwi i spojrzał na Stocha ze zdziwieniem. Co do tego wszystkiego miał Mateusz czy Krystian? Daniel zauważył jego spojrzenie i pokręcił głową.

          - Tylko mi nie mów, że Lewy się nie pochwalił.

          - Niby czym? Tym, że po twoim wyskoku w Bydgoszczy on był przy Kasandrze?

          - Chyba sobie kpisz Mikołaj. Myślisz, że kto cały czas nagadywał na mnie niestworzone historie w Łodzi? Kto sabotował moje spotkania z Kasandrą? To wszystko pan święty Lewandowski. Jeśli masz zamiar oskarżać mnie o wszystkie wyssane z palca plotki... To lepiej wyjdź.

          Anderson pokręcił głową ze zrezygnowaniem. Daniel nawet nie wiedział jak bardzo przypominał w tej chwili Kasandrę. Ona tak samo jak on stawiała sprawę jasno zanim powód został przedstawiony.

          - Chcesz powiedzieć, że Krystian bądź Mateusz mają z tym coś wspólnego? Daniel to ty ją zdradziłeś. Chyba w najgorszy możliwy sposób. - Powiedział pewnie i spojrzał mu w oczy.

          - Tak? A czy święty Mateuszek powiedział, że był tydzień wcześniej w Bydgoszczy i mieszkał w moim mieszkaniu, fakt pozwoliłem mu na to. Przyjechał co mnie i powiedział, że musi pozałatwiać kilka spraw w Bydgoszczy. Ja wtedy pojechałem na szkolenie i nie było mnie. Ten baran podał się za mnie i zaprosił tą całą Milenę do mnie. Kiedy przyszła myślała, że on tam nadal jest. Ja jej nawet na oczy nie widziałem! - Poderwał się z fotela i spojrzał rozwścieczony na zdezorientowanego Andersona.

          Mikołaj siedział zamurowany. Historia brzmiała jak scenariusz jakiejś komedii lub serialu, ale dopiero teraz przypomniał sobie, że Lewandowski zawsze próbował zwrócić na siebie uwagę Drzyzgi. Zawsze jej pomagał i radził, nawet jeśli o to nie prosiła. Potarł skronie i oparł łokcie o nogi, pochylając się do przodu.

          - Daniel nie wiem czy Ci wierzę. Posłuchaj sam siebie. To brzmi jak jakiś scenariusz. - Powiedział powoli i spokojnie, nie chcąc wprawić Stocha w jeszcze większą wściekłość. Choć to raczej niemożliwe.

          - Mikołaj do ciężkiej cholery! Mam nawet papiery, że w tamtym okresie nie było mnie nawet w województwie. Kasandra przyjechała z godzinę po tym jak ja wróciłem. Nie wiem kiedy Lewy się zmył, zarządca powiedział, że przed ósmą. - Zrezygnowany opadł na fotel i schował twarz w dłonie. - Kochałem Kasandrę. Chciałem się z nią ożenić i pal licho jej siatkówkę, przeprowadził bym się z nią. 

          Spojrzał na Daniela z zastanowieniem. Poza jego książkami - bo to oczywiste - Daniel rzadko kiedy kłamał. A jeśli już to tylko po to by kogoś ratować i to w ostateczności. Jakoś nie mógł sobie wyobrazić by Daniel Stoch, ten zapatrzony w Kasandrę, mógł ją zdradzić. To nie było na miejscu dla wielu osób. Mikołaj nadal pamiętał rozmowę z Arkiem Wlazłym, Oliwierem Winiarskim, Tomkiem Kotem i Hubertem Teodorczykiem, kiedy Ci przyjechali do niego i namawiali go do pomocy im w pogodzeniu tej dwójki.

          - Jeśli to prawda... - Zaczął powoli. Daniel podniósł głowę i wbił w niego wzrok. - To dlaczego nie wytłumaczyłeś tego Kasandrze? - Daniel parsknął.

          - Nie próbowałem? Wujek Fabian jak mnie tylko zobaczył to mnie prawie zabił na miejscu. Wytłumaczyłem mu wszystko, pokazałem papiery... Uwierzył mi, ale powiedział, że Kasandra wyjechała i nie wie gdzie. Miał tylko jej numer telefonu. Potem spotkałem Lewego. Skurwiel powiedział mi to wszystko w twarz. Spędziłem 48 w celi. Wyszedłem tylko dlatego, że zadzwoniłem po Igłę. Myślałem, że nie zdołam go zatrzymać, bo chciał jechać do Monachium i zatłuc barana. W sumie nie wiem dlaczego go powstrzymałem. - Wzruszył ramionami i przejechał dłonią przez włosy.

          W salonie zaległa cisza, przerywana tylko trzaskaniem ognia w kominku. Mikołaj układał w głowie wszystkie elementy układanki, kiedy Daniel wyobrażał sobie co by było, gdyby teraz pojechał do Kasandry i wszystko jej wyjaśnił. Może byłaby jeszcze jakaś nadzieja na jej przebaczenie?

          - Mówiłeś, że kochałeś Kasandrę. Dalej tak jest?


Dam. Dam. Dammm.
Tym oto tajemniczym aspektem kończymy ten rozdział!
Trochę długa przerwa co? Sorka...

5 komentarzy:

  1. Jak możesz kończyć w takim momencie??
    Daniel jednak nie takim chujem jak myślałam... W zasadzie okazuje się tym dobrym... Hmmm...
    Wciąż mylę bohaterów przez to, że mają inne imiona i są dziećmi moich ulubienców... Powiem Ci, że ciężko jest się w tym wszystkim połapać, ale warto próbować, bo opowiadania zapowiada się niesamowicie.
    Pozdrawiam, Diana x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach... Ja niedobra, co? Ale już niedługo napisze nowy. Właściwie to mam zamiar zaraz pisać.
      Po kilku rozdziałach i przeczytaniu zakładki bohaterowie się połapiesz, mam nadzieję :)
      Dziękuje za miłe słowa, ty także niesamowicie piszesz, a historia Diany i Matta to po prostu cudo!

      Usuń
  2. Czekam w takim razie z niecierpliwością :D
    Mam nadzieję, zakładkę bohaterowie już czytałam kilka razy hahah
    Dziękuje bardzo ;) Chodź osobiście uważam, że historia Kaśki i Miśki jest ciekawsza, mimo że nie skończona :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mega jest zdanie na czerwono xd
    A tak na poważnie to lubię sceny z podtekstami haha :D
    Będę czytać chociaż jestem nowa ale rozdział jest megaaa:D
    Tak więc czekam na nn i do następnego!
    W wolnej chwili zapraszam do siebie i daj znać jeśli zajrzysz:)
    Pozdrawiam
    Kinga
    http://por-mil-anos-mas.blogspot.com
    Sorka za usunięcie ale dałam linka do spamu xd

    OdpowiedzUsuń